Pełna treść newsa
Niedziela, 5 kwietnia 2009 19:11; autor: Redakcja
Derby są nasze! Artur Gaj bohaterem!

W derbowym pojedynku dwóch Orląt górą okazały się te z Łukowa! Bramkę na wagę zwycięstwa w II połowie strzelił Artur Gaj. Mecz był wyrównany, ale w drugiej połowie łukowskie Orlęta wykazały się większą determinacją, zaangażowaniem i dosłownie wydarły zwycięską bramkę. Jednego gola nie uznał nam sędzia (słusznie) oraz udzielił niedozwolonego handicapu drużynie gości - nie wyrzucając Konarda Tarkowskiego po dwóch żółtych kartkach. Poniżej relacja


5 kwietnia 3009, 16:00 - Łuków
Orlęta Łuków - Orlęta Radzyń 1:0 (0:0)
Gaj 77

Orlęta Łuków:
Liczewski -  M.Szewczak, Grula, Skrzymowski, P.Szewczak, Borowik (76 Maricniak), Rodak, Dziewulski, Szlaski (88 Wryk), Gaj, Aleksandowicz (90 Purzycki)

Orlęta Radzyń Podl.: Stężała - Paweł Ślusarczyk (35 Borysiuk), Syta, Ptaszyński, Gmur (81 Rafał Ślusarczyk), Kępa, Leszkiewicz, Pliszka, Tarkowski, Wołek, Panek

Żółte kartki: Szlaski, Aleksandrowicz (Orlęta Łuków), Tarkowski - dwie /w protokole Wołek/, Syta (Orlęta Radzyń Podl.)

Sędziował: Michał Pastusiak (Lublin)

Widzów: 1200


Relacja:


Po czteroletnim okresie dominacji ekipy z Radzynia tym razem lepsi okazali się piłkarze Orląt Łuków. W niedzielnym derbowym starciu w Łukowie to gospodarze byli górą - po trafieniu w 77. minucie Artura Gaja miejscowi odnieśli zwycięstwo, na które zapracowali większą determinacją i bardzo ambitną grą w drugiej połowie. Pojedynek - jak przystało na derby - dostarczył sporo emocji, walka toczyła się o każdy metr murawy, a liczne grupy sympatyków głośno zagrzewały swoje ekipy do boju.

Piękna wiosenna pogoda, wypełnione trybuny stadionu i żywiołowe wsparcie ze strony zorganizowanych grup sympatyków obu drużyn - czego więcej można oczekiwać, aby lokalne święto futbolu wypadło okazale? Jeśli chodzi o aspekt organizacyjny, widowisko w Łukowie udało się w pełni, a takiej atmosfery na stadionie nie powstydziłyby się z pewnością obiekty w wyższych ligach. Powody do radości po dzisiejszym meczu mogą mieć jedynie gospodarze, lecz żadna passa nie trwa przecież wiecznie. Także ta szczęśliwa dla radzynian w starciach z rywalem "zza miedzy" musiała się kiedyś skończyć i nastąpiło to właśnie dziś.

Początek pojedynku nie wskazywał jednak zupełnie na to, jak potoczą się losy spotkania. Od pierwszych minut inicjatywę na murawie przejęły Orlęta z Radzynia i już w 5. minucie powinny wyjść na prowadzenie. Z rzutu wolnego z lewej flanki zacentrował w pole karne Marek Leszkiewicz (grał w Łukowie w przeszłości), piłkę w "szesnastce" strącił głową Paweł Szewczak, po czym futbolówka trafiła pod nogi stojącego na 5. metrze juniora Mateusza Wołka. Znalazł się on w sytuacji sam na sam z Radosławem Liczewskim i chyba przestraszył się nieco doskonałej szansy, ponieważ strzelił zbyt lekko, wprost w ręce golkipera. "Biało-zieloni" nie zrazili się zmarnowaną okazją i nadal atakowali, umiejętnie likwidując akcje miejscowych już w strefie środkowej. Trwało to do końca pierwszego kwadransa, wtedy bowiem łukowianie otrząsnęli się z naporu przeciwnika i przeprowadzili dwa kolejne bardzo groźne ataki. Najpierw w 15. minucie z rzutu wolnego z lewej strony dośrodkował Paweł Szlaski, a Piotr Borowik chwilę później uderzył z 18m z powietrza w poprzeczkę, następnie zaś strzał głową z dobrych kilkunastu metrów w wykonaniu Przemysława Rodaka nieznacznie chybił celu - futbolówka poszybowała tuż nad radzyńską bramką. Przyjezdni wzięli sobie do serca ostrzeżenie rywala i natychmiast skontrowali, lecz znajdujący się w dobrej sytuacji w polu karnym Konrad Tarkowski w prosty sposób stracił piłkę.

W ciągu pierwszych 30 minut to radzynianie byli jednak stroną przeważającą na stadionie przy ulicy Warszawskiej w Łukowie. Goście grali naprawdę dobrze i konsekwentnie, poza dwoma momentami dekoncentracji opisanymi powyżej nie pozwalali miejscowym na żadne niebezpieczne ataki. W 23. minucie starania "biało-zielonych" mogły w końcu przynieść upragniony efekt, lecz Paweł Ślusarczyk niestety niecelnie uderzał z linii pola karnego. Z podobnym skutkiem strzału z dystansu spróbował za chwilę po drugiej stronie boiska Dariusz Dziewulski. Niemal identycznie zakończył akcję także w 30. minucie Paweł Pliszka - po odegraniu Mateusza Wołka huknął on tyleż mocno, co niecelnie. Kiepsko nastawiony celownik miał również dwie minuty później Konrad Tarkowski, który po rzucie wolnym posłał z 20m piłkę ponad poprzeczką. W końcowym fragmencie pierwszej odsłony łukowianie zaczęli grać składniej i odważniej, dzięki czemu spotkanie nabrało wyrównanego charakteru. Bardzo dużo zamieszania siał na lewej flance miejscowych Paweł Szlaski, po którego centrach w pole karne Krzysztof Stężała często musiał mieć się na baczności. Szlaski spróbował w 35. minucie także strzału z dystansu, lecz pomylił się przy tym uderzeniu - futbolówka przeleciała kilka metrów obok słupka.

W ostatnich pięciu minutach przed przerwą podopieczni Dariusza Solnicy poderwali się do szturmu, licząc na gola jeszcze przed końcem pierwszej odsłony. Akcjom "żółto-czerwonych" brakowało jednak wykończenia - tak jak np. po centrze Dariusza Dziewulskiego, gdy jego podanie przeszło wzdłuż radzyńskiej bramki, nie znajdując adresata. W 42. minucie po dośrodkowaniu Krzysztofa Skrzymowskiego głową uderzał w polu karnym Paweł Grula, lecz nie na tyle precyzyjnie, by Krzysztof Stężała spokojnie sobie z tym strzałem nie poradził. Arbiter doliczył do regulaminowego czasu gry aż cztery minuty (efekt rzuconych na początku spotkania serpentyn) i niewiele zabrakło, a w ostatniej z tych minut goście wyszliby na prowadzenie. Rafał Borysiuk posłał z prawej strony mocne zagranie w "szesnastkę", a stojący tuż przed bramką Damian Panek po prostu nie trafił czysto w piłkę.

Na murawę z bardziej bojowym nastawieniem powrócili chyba jednak miejscowi, gdyż to oni od początku drugiej odsłony nadawali ton boiskowym wydarzeniom. "Biało-zieloni" nastawili się na grę z kontry i już w 49. minucie przeprowadzili pierwszą z nich - lewą stroną pomknął Mateusz Wołek i po wbiegnięciu w pole karne uderzył w krótki róg, sprawdzając czujność Radosława Liczewskiego. Tuż potem akcja przeniosła się pod bramkę gości, gdzie z kilku metrów do siatki trafił Dariusz Dziewulski, lecz znajdował się on w momencie strzału na pozycji spalonej. W efekcie, gol nie mógł zostać uznany. Na tym jednak nie koniec zagrożenia ze strony łukowskich Orląt - w 51. minucie na uderzenie po ziemi z 16m zdecydował się Piotr Borowik, myląc się naprawdę nieznacznie. W miarę upływu czasu piłkarze Dariusza Solnicy poczynali sobie na murawie coraz śmielej, radzynianie natomiast nie przypominali ambitnie walczącego zespołu z pierwszej połowy. Akcję zaczepną "biało-zieloni" przeprowadzili dopiero w 57. minucie, lecz Damiana Panka dobrze uprzedził w polu karnym Radosław Liczewski.

W ciągu następnych kilkunastu minut na stadionie w Łukowie bardziej walczono niż grano w piłkę. Żadna z drużyn nie potrafiła postraszyć swojego przeciwnika ciekawym rozegraniem w przodzie, a niemal wszystkie próby z obu stron kończyły się na linii 16m lub lądowały w rękawicach bramkarzy. Ciekawiej zrobiło się dopiero w 70. minucie, kiedy z około 20m mocno uderzał Przemysław Rodak, a Krzysztof Stężała "na raty" wyłapał futbolówkę. Chwilę później niecelnie z dystansu strzelał Konrad Tarkowski, który w 72. minucie stał się bohaterem sytuacji, nadającej się ze wszech miar do "Piłkarskich jaj". Sędzia spotkania Michał Pastusiak (KS Lublin) pokazał pomocnikowi radzynian drugą żółtą kartkę, lecz... nie zorientował się, że Tarkowski ma już na swym koncie jedną karę indywidualną. Do protokołu został wpisany Mateusz Wołek, natomiast "winowajca" do końca spotkania przebywał na murawie. My pozostawiamy ten incydent bez komentarza, żałujemy jedynie, że mecze piłkarskie w III lidze sędziują arbitrzy, którzy popełniają tak karygodne błędy. Pomyłkę Pastusiaka potwierdził po końcowym gwizdku de facto również obserwator, odmawiając wypowiedzi na temat zaistniałej sytuacji.

Jeśli chodzi zaś o wydarzenia typowo piłkarskie, a nie te rodem z sędziowskiej farsy, stwierdzić należy, iż łukowianie atakowali z chwili na chwili coraz groźniej. W 75. minucie w świetnej sytuacji znalazł się Artur Gaj, lecz tuż przed oddaniem strzału na bramkę napastnika gospodarzy powstrzymał na linii pola karnego Daniel Syta. Dwie minuty później na trybunach zapanowała już jednak euforia. Po centrze z rzutu rożnego, w zamieszaniu podbramkowym najlepiej odnalazł się bohater poprzedniej akcji Gaj i płaskim uderzeniem z kilku metrów w długi róg dał Orlętom z Łukowa prowadzenie. Po bramce Artur popędził (a za nim całą drużyna) w stronę kibiców by razem świętować. Widać było ile dla niego znaczyła bramka w tak ważnym spotkaniu.
Na tym jednak nie koniec ataków Orląt- nie minęło nawet 60 sekund od "otwarcia" wyniku, a miejscowi wypracowali sobie następną szansę. Po odegraniu z lewej flanki z kilkunastu metrów przy słupku przymierzył Dariusz Dziewulski, lecz tym razem futbolówkę pewnie chwycił Krzysztof Stężała. Trzy minuty później "żółto-czerwoni" znów byli bliscy szczęścia, gdy Artur Gaj opanował piłkę w polu karnym, by, znalazłszy się w świetnej sytuacji, natychmiast ją stracić. Łukowianie zyskali dużą przewagę, natomiast przyjezdni jakby stracili wiarę, że coś jeszcze w tym meczu można osiągnąć.

Końcowe minuty nie przyniosły żadnego przełomu, bo też przynieść nie mogły. Miejscowi spokojnie grali "swoje", od czasu do czasu przeprowadzając jeszcze ataki. W 85. minucie na listę strzelców mógł wpisać się młody Rafał Aleksandrowicz, ale zgubił w prosty sposób futbolówkę na linii 16m. Była to ostatnia z ciekawszych akcji tego spotkania, wygranego 1:0 przez gospodarzy z Łukowa. Czy zasłużenie? Wydaje się, że jednak tak, gdyż piłkarzom Dariusza Solnicy nie można odmówić ogromnej woli walki w drugiej połowie, kiedy to zepchnęli rywala do defensywy i raz po raz stwarzali sobie dogodne okazje.


Zwycięstwo w pojedynku derbowym było niezwykle ważne. Miało też jeszcze jeden kontekst – udany debiut na ławce trenerskiej Dariusza Solnicy. Świeżo upieczony szkoleniowiec żył meczem i żywo gestykulował i podpowiadał piłkarzom jak grać. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że w tym meczu Solnica był dwunastym zawodnikiem Orląt, a kibice trzynastym.



Źródło: własne. Relacja i zdjęcia dzięki uprzejmości Redakcji orleta-spomlek.pl

 

zdaniem czytelnikow serwisu
Najczęćciej czytane newsy
Robert Różański w trójce lubelskich trenerów
7 marca 2012 13:43, autor: Dev
Kolejna zmiana prezesa
31 lipca 2012 21:55, autor: Dev
Na Walnym bez niespodzianek. Relacja
21 czerwca 2011 20:59, autor: Dev
Jacek Jakubowski nowym wiceprezesem
13 listopada 2012 13:52, autor: Dev
Copyright (c) 2009
Design by Sk8ter
PHP by Rafał