Pełna treść newsa
Poniedziałek, 10 października 2011 20:08; autor: Dev
Rozbiórka pierwszej hali na stadionie [Czytaj więcej]

W ubiegłym tygodniu doszło do rozbiórki jednej z hal sportowych na stadionie Orląt Łuków. O tym fakcie mówiło się już od ubiegłej zimy, ale dopiero z początkiem października ekipa rozbiórkowa wkroczyła na stadion. Nazywane przez jednych salami gimnastycznymi, przez innych barakami, hale typu pilawa powstały jeszcze w latach siedemdziesiątych. Ta, której już nie ma, służyła zawodnikom trenującym podnoszenie ciężarów. Od wielu lat jej stan techniczny pozostawiał wiele do życzenia. Sportowcy przenieśli się do sali gimnastycznej przy SP1. 

Po wykonaniu odpowiednich ekspertyz uznano, że najlepiej będzie rozebrać pierwszą halę, a drugą pozostawić. W wywiadzie dla naszej redakcji opowiadał o tym prezes klubu Zbigniew Biaduń-  Stosowne dokumenty złożyliśmy do starostwa., ponieważ to nie jest tak, że podejmę decyzję i sobie rozbieram. Jest to po pierwsze mienie komunalne, miejskie, więc musimy przeprowadzić pełną procedurę w tym zakresie. I zarówno ja i cały zarząd stoimy na stanowisku, że ten pierwszy barak, który jest w bardzo złym stanie i jest zbędny, należy rozebrać. Natomiast łącznik murowany i  drugi barak chciałbym zatrzymać, choćby po to, żeby w okresie wiosenno-letnio-jesiennym np. zapaśnicy mogli tutaj trenować, aby już nie korzystać z hali, gdzie za każdym razem trzeba rozkładać maty i materace. W zimie to jest co innego, bo tę powierzchnię bardzo trudno ogrzać, to są ogromne koszty. Skoro mamy zaplecze w szkołach, trzeba z tego korzystać, natomiast nie ponosić tutaj bezsensownych kosztów. Ale w okresach kiedy można korzystać z naszych obiektów to należy to robić właśnie tu.


Przez ponad 30 lat swojego istnienia hale jednak wtopiły się w krajobraz stadionu oraz okolicy i były jej częścią. Dla młodszych kibiców i zawodników po prostu tu były od zawsze. Stąd to „dziwne uczucie” gdy po wejściu na stadion przed niedzielnym meczem ze Stalą zobaczyli, że jednej hali nie ma.  

Na co dzień służyła ona sekcji podnoszenia ciężarów. To tutaj pierwsze kroki stawiali i podnosili pierwsze ciężary bracia Dołęgowie. Obie „pilawy” powstały jeszcze pod koniec lat siedemdziesiątych. Tutaj musimy się posiłkować materiałami archiwalnymi: 

„W  1978 roku Orlęta przyjęły nazwę: Międzyzakładowy Klub Sportowy Orlęta. Dofinansowanie z zakładów pracy pozwoliło wykonać szereg prac interwencyjnych: pobudowanie dwóch pawilonów sportowych typu „pilawa” wraz z zapleczem socjalnym i sanitarnym, siłownią i sauną.”

[1923-2003 80 lat Łukowskich Orląt]

 „Przed obiema tymi sekcjami rysuje się bliska już 2-3 miesięczna perspektywa przeniesienia do nowego budynku, budowanego na terenie stadionu pawilonu, przeznaczonego do ich wyłącznego użytkowania”

[Nowa Trybuna, wrzesień 1977]

„W takich warunkach rodził się wielki sport, a trud i poświecenie trenerów i zawodników nie poszedł na marne. O łukowskich ciężarowcach i zapaśnikach głośno dzisiaj nie tylko w Polsce. Obecnie sekcje mają do dyspozycji dwa ładne, oddzielne pawilony i dobre warunki do treningów i odnowy biologicznej (sauna), a sekcja ciężarowców po wieloletnich staraniach ma na wyposażeniu urządzenie Atlas”

[60 lat działalności Klubu Sportowego Orlęta w Łukowie]



Przy tej okazji nie mogliśmy nie poprosić o zdanie Roberta Dołęgę – wychowanka Orląt, który swoją karierę zaczynał właśnie w nieistniejącej już dzisiaj pilawie. Zapraszamy do przeczytania wspomnień naszego zawodnika, które składają się w naprawdę świetną historię:

- Cóż, to była moja, nasza "świątynia"... Tu będąc 14-latkiem trafiłem pierwszy raz. Ale wcześniej była półroczna przygoda z zapasami. Czyli miałem blisko, tylko przez ścianę (śmiech). Charakterystyczny zapach potu, drewna towarzyszył mi przez 5 lat, zanim odszedłem z Orląt do klubu z Siedlec. Trenował nas śp. Janusz Kowalczyk i Kazimierz Olszewski. Pamiętam czasy, gdy czekaliśmy na trenera przy sali i nikt wtedy nie marudził. Mały daszek przy drzwiach chronił przed deszczem i śniegiem. A my "wyglądaliśmy" trenera, kiedy zajedzie na swoim "składaku". Wtedy dzień bez treningu był dniem straconym...

To było moje motto, które towarzyszy mi do dnia dzisiejszego. Pamiętam czasy fantastycznych kolegów, zgrywusów (utrzymujemy znajomość do dzisiaj), gdzie na porządku dziennym były żarty, gra w ping-ponga, gra w piłkę nożna za salą. Graliśmy wtedy w ... butach ciężarowych. Miały 5 cm obcasy i były do kostki. Wtedy był bum na sport. Przychodziły całe klasy na siłownię. Fantastyczne czasy.


Jeśli chodzi o warunki, to  na początku było całkiem znośnie. Nawet więcej. Dużo przestrzeni, ciepła woda, dużo naturalnego światła przebijało się przez (chyba) 20 okien. Sauna we czwartki, w zimę elektryczne grzejniki spełniały swoją rolę. Czasami chodziliśmy "za ścianę" i trenowaliśmy na Sali zapaśniczej. To była najlepsza rozgrzewka. Było super. Po jakimś czasie bywało różnie, ale było coraz gorzej. Przyszedł czas na walkę o II ligę w piłce nożnej. Wszystkie fundusze szły na ten cel. Zabrano nam grzejniki, brakowało ciepłej wody. Trenerzy robili co mogli, ale niewiele to pomagało. W zimę grzaliśmy gryfy przy tzw. dmuchawie, która, fakt dawała ciepło, ale też tak głośno działała, że nie słyszeliśmy wskazówek trenerów. A my walczyliśmy o awans do II ligi i udało się. Wtedy przyjeżdżali do nas zawodnicy z całej Polski na rzuty ligi. Mieliśmy dobry pomost startowy, który trenerzy "załatwili" jakimś cudem. Każdy chciał na nim trenować. Ale trener przeganiał i twierdził, że jest on przeznaczony tylko na zawody. Ale z czasem musieli go nam udostępnić, nie mieli wyjścia, tylu nas było.

Pamiętam czasy, gdy na naszej sali startowali późniejsi medaliści mistrzostw Świata i Igrzysk Olimpijskich. Tu mam na myśli Victora Scerbatihsa, Łotysza, który na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie zdobył brązowy medal. Kolegujemy się do dziś. Na moje zaproszenie wystąpił ponownie w Łukowie, w 2008 roku na turnieju "Bracia Dołęgowie Zapraszają...". Ale już nie na "tej" sali... Ona stała i "umierała" śmiercią naturalną.

A tak na marginesie, podczas rozbiórki panowie pracujący tam twierdzili, że pod wierzchnią warstwą, szkielet był całkiem solidny. Wystarczyło, w odpowiednim czasie wymienić orynnowanie, trochę dogrzać i by nadal nam służyła. Szkoda. Pamiętam też taki dzień, gdy po śmierci trenera Kowalczyka, Mariusz Kiełczewski zorganizował memoriał na cześć trenera. Przyjechałem z Marcinem i kilkoma znanymi w Polsce i na świecie zawodnikami, np. Piotrkiem Drusewiczem. Walczyliśmy jakby to były, co najmniej mistrzostwa  Polski. Sala nie mogła pomieścić kibiców. W trakcie zawodów, gdy rozpoczynał się mecz piłki nożne, przyszedł ówczesny dyrektor i zabrał nam mikrofon bezprzewodowy, bo przecież mecz się rozpoczyna i nie może nie być nagłośnienia. Memoriał trwał nadal.


Nigdy nie zapomnę tych chwil spędzonych na naszej sali. Ten charakterystyczny zapach, Ci fantastyczni ludzie, trener z pasem ciężarowym w ręku dbał o nas, jakbyśmy byli jego dziećmi. A dla mnie był jak ojciec, szczególnie wtedy, gdy mój rodzony za szybko odszedł z tego świata. Liczę na to, że kiedyś w Łukowie powstanie nowa sala, taka, która też przyniesie wiele wspomnień następnym pokoleniom młodych sportowców. Sala, co dla niektórych jest, przepraszam była, tylko starą "pilawą", dla mnie była czymś zupełnie innym.

Jak widać sale na stadionie to nie tylko szpecące baraki ale też kawał historii. Niestety ich czas minął. Smutniejsze jest jednak to, że nie bardzo wiadomo co dalej. Mimo obietnic składanych od kilkunastu lat jednej czy drugiej władzy brakuje konkretnych działań w celu poprawienia bazy sportowej Orląt.

Kliknij na zdjęcia aby zobaczyć powiększenia

Więcej zdjęć hali przed i po rozbiórce w galerii (kliknij)

Poniżej skrót filmowy telewizji Master TV z rozbiórki sali:

zdaniem czytelnikow serwisu
Najczęćciej czytane newsy
Robert Różański w trójce lubelskich trenerów
7 marca 2012 13:43, autor: Dev
Kolejna zmiana prezesa
31 lipca 2012 21:55, autor: Dev
Na Walnym bez niespodzianek. Relacja
21 czerwca 2011 20:59, autor: Dev
Jacek Jakubowski nowym wiceprezesem
13 listopada 2012 13:52, autor: Dev
Copyright (c) 2009
Design by Sk8ter
PHP by Rafał